Widok na Bolonię

Siatkówka w Polsce jest traktowana w sposób wyjątkowy. Świadczą o tym choćby wypowiedzi zagranicznych zawodników, którzy niejednokrotnie ju...

Siatkówka w Polsce jest traktowana w sposób wyjątkowy. Świadczą o tym choćby wypowiedzi zagranicznych zawodników, którzy niejednokrotnie już przyznawali, że tylko w naszym kraju czują się jak gwiazdy. Nie zmienia to jednak faktu, że również w innych miejscach na świecie ta dyscyplina sportu jest popularna i uwielbiana przez kibiców. Takim państwem są niewątpliwie Włochy, dlatego dzisiaj udajemy się w podróż do jednego z miast słonecznej Italii, które jakiś czas temu skradło moje serce – do Bolonii. 



Zanim jednak wyruszymy w drogę, to na śniadanie będzie trochę siatkówki, której początki w Bolonii siegają 1972 roku. W ramach utworzonego w 1972 roku klubu zrzeszającego różne dyscypliny sportowe Unione Sportiva Zinella, powstał tam wtedy lokalny zespół siatkarski. Pierwszy sukces męskiej drużyny przypadł na sezon 1981-82, kiedy awansowała ona z Serie A2 do serii A1. Kolejne dobre lata zespołu to czas od 1984 do 1985 roku, gdy pod wodzą Nerio Zanettiego zdobył on swój pierwszy Puchar Włoch, a potem święcił triumf w Serie A1, pokonując Panini Modenę. Z kolei 1987 rok, to wygrana w turnieju międzynarodowym Pucharze CEV Mężczyzn, podczas którego bolońscy siatkarze pokonali w finale sofijski Levski-Spartak. Nazwa Zinella Volley zaczęła funkcjonować w sezonie 1991-92 po połączeniu sił z drużyną 4Torri of Ferrara. Obecnie męska drużyna występuje w Serie C pod nazwą Zinella Vip, a jej losy możecie śledzić na ich stronie internetowej. I tak, jeśli przy okazji jakiegoś większego turnieju – a takie goszczą w Italii dość często – będziecie mieli czas i okazję, żeby zwiedzić jakiś zakątek tego pięknego kraju, to na pewno warto ustawić kompas na Bolonię. I to nie ze względu na spaghetti bolognese, ponieważ, takiego dania się tam nie serwuje ;). Na pewno jednak nie zaszkodzi zagłębić się w inne smaki miasta, kulinarne i nie tylko. Lornetka na szyję (tak, przyda się!), aparat do plecaka, wygodne buty na nogi i ruszamy! Na początek dobry będzie...

Plac Maggiore
To chyba jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Bolonii. Mogę założyć się, że studenci, którzy organizują jakieś wspólne wyjścia po zajęciach, umawiają się właśnie tam – np. o 19:00 pod Neptunem. Bo taka rzeźba, a w zasadzie fontanna, w tym miejscu się znajduje! Wykonana z brązu przez Giambolognę w 1563 roku, wciąż cieszy oczy turystów przechadzających się po placu Maggiore. Waszą uwagę na pewno też od razu zwróci Bazylika San Petronio, gotycki i szósty największy kościół w Europie. Wstęp do bazyliki jest bezpłatny i jest ona otwarta codziennie od godziny 7:45 do 13:30 oraz od 15:00 do 18:00. Polecam zanotować godziny otwarcia różnych kościołów i muzeów we Włoszech lub najlepiej zweryfikować te informacje jeszcze przed wyjazdem, bo w innym przypadku, możecie się nieco zawieść, zastając dane miejsce zamknięte na cztery spusty.







Po krótkiej rozgrzewce, jaką był spacer po placu, przygotujcie się na solidny trening w postaci wspinania się na...

Dwie wieże
A dokładnie na jedną z nich o wdzięcznym imieniu Asinelli. Wieża, która została zbudowana gdzieś między 1109 a 1119 rokiem, sięga 90 metrów w górę, a na jej szczyt prowadzi 498 schodów. Być może dla niektórych ta wspinaczka okaże się nie lada wyzwaniem, ale naprawdę warto podjąć wysiłek i doczłapać się na jej ostatnią kondygnację. Po pierwsze, widok z niej zapiera dech w piersiach i pozwala szerzej spojrzeć na charakterystyczną zabudowę miasta. Po drugie, po takiej ilości spalonych kalorii, żaden włoski smakołyk nie będzie nam straszny! ;)






Muzeum Muzyki
Innym wyjątkowym miejscem, dla wszystkich miłośników muzyki, ale też architektury jest Muzeum Muzyki, którego początki sięgają 1959 roku. Budynek bardzo dobrze wpisuje się w zabytkową cześć miasta, w której się znajduje, a jego wnętrze zachwyca zdobieniami i wykwintnością. Co najważniejsze, wewnątrz możemy podziwiać ponad 80 instrumentów muzycznych, a także prześledzić historię i rozwój włoskiej muzyki. Dodatkowo, oprócz wiedzy przedstawionej zwiedzającym w wersji tradycyjnej, jej spora dawka jest również podana w bardzo atrakcyjny i nowoczesny sposób. Natomiast panie kustoszki są bardzo uprzejme i nie stronią od pogawędek, więc można śmiało je wypytać o rzeczy, których nie znaleźliśmy na drodze zwiedzania, a których jesteśmy ciekawi.











Arkady, świątynie
Na koniec, jeśli macie trochę więcej czasu i zapas sił, polecam po prostu spacer po wąskich uliczkach miasteczka, w otoczeniu włoskich kamieniczek i wszechobecnych arkad. Najlepiej bez mapy i bez żadnego konkretnego planu – to właśnie wtedy dociera się do najciekawszych i najpiękniejszych miejsc, oraz poznaje się ciekawych ludzi. Niewątpliwie, warto się przejść w okolice Uniwersytetu Bolońskiego, czy też zajrzeć do mijanych podczas takiego spaceru, zabytkowych świątyń. Każda jest na swój sposób wyjątkowa i ma niepowtarzalny klimat. Tymczasem, ja mogę już teraz Was zapewnić, że to nie ostatnia włoska podróż w wykonaniu Volley Travellera, bo do żadnego zagranicznego kraju, nie mam tyle miłości i sentymentu, co do słonecznej Italii właśnie :).








Może zajrzysz też tu

0 komentarze

Flickr Images